Minęły już dwa dni od porwania.Nikt mnie nie znalazł,cały czas tu tkwię.Nie chce jeść ,pić.Po prostu chce się stąd wydostać i wrócić do domu.Wciąż nie odkryłam dlaczego mnie tam mnie uwięziłeś.Nie chciałam pytać bo się bałam.Byłeś jednak opiekuńczy bo siedziałeś ze mną całymi dniami i wciskałeś mi jedzenie,ale tez byłeś tajemniczy i nie przewidywalny.Byłam ciekawa czy ktoś mnie w ogóle szukał.Rodzice,przyjaciele ? Opadłam bezradnie na łóżko.Nie wiedziałam jak mam do ciebie dotrzeć abyś mnie stąd wypuścił i odstawił na miejsce.Te wszystkie myśli krążyły mi bezradnie w głowie.Nic nie mogłam zrobić.Uciec ? Podejrzewałam ,że taki psychol jak ty masz pełno kamer w domu i mnie obserwujesz co robię w danej chwili.Albo jeśli bym uciekła a ty byś mnie znalazł ,co byś mi zrobił ? Zabił ? Może zgwałcił ? Sama nie wiedziałam.Boje się Ciebie każdego dnia co raz bardziej.Tu nic nie ma,telewizji,internetu.Jakbyśmy byli a pustyni,totalnym bezludziu.Jest strasznie gorąco.Dlaczego nie masz tu klimatyzacji ? Szokując mnie ,wszedłeś bez pukania do pokoju.Popatrzyłam się na twój wyraz twarzy,nic.Kompletnie nic nie mogłam odczytać jak zawsze.Nie uśmiechałeś się ,chyba ,że sarkastycznie.Leżałam w ciszy obserwując każdy jego ruch,oczekując jakiś informacji bo po coś tu przyszedłeś.
-Jak się czujesz ?-Spytałeś.Znów byłeś opiekuńczy.Dlaczego ?
-Normalnie.-Wydusiłam to z siebie.Tak jak wspomniałam wcześniej uśmiech tylko sarkastyczny.
-To jest odpowiedź ?-Zacząłeś podchodzić do łóżka.W pośpiechu usiadłam i przysunęłam się do krawędzi obawiając się o najgorsze.Podparłeś się na dłoniach i przybliżyłeś twarz do mojej.Bałam się ,cholernie się bałam.W tej pozycji mogłeś zrobić wszystko.Wyciągnąć nóż i zabić mnie,zgwałcić,udusić,molestować,porysować nożem twarz robiąc mi blizny na zawsze,dźgnąć mnie w jakąkolwiek część ciała.Twoje oczy przeszywały mnie.Bałam się nawet przełknąć ślinę.
-Nie musisz się mnie bać.-Mówiłeś szeptem.Czemu szeptem ? Skoro byliśmy tylko we dwoje.Jednak twój głos pomimo brzmienia stanowczego był wciąż opiekuńczy i melodyjny.Twoje malinowe usta były wprost perfekcyjne do składnia słodkich pocałunków.Twoje delikatne pieprzyki na twarzy były urocze.Pomimo twojego chłopięcego uroku ,nie przekonywałeś mnie.Wciąż się trzęsłam ze strachu.W tedy twoje słowa za każdym razem traktowałam jak ostrzeżenie.Nie zmieniłeś pozycji,wciąż byłeś blisko mnie.Nie wiedziałam czy to jest jakiś znak ,że coś mam zrobić,pocałować się ? W policzek,usta,szyję ? Czy patrzeć się w twoje czekoladowe oczy ? A może po prostu ulec ?
-Dlaczego się mnie boisz ?-Spytałeś.To nie było dla ciebie oczywiste ? Czułam ,że byłeś psycholem lub osobą chora psychicznie.
-Uprowadziłeś mnie.-Zaśmiałeś się sarkastycznie.Dlaczego po woli się do tego przyzwyczajałam ? To chore.Nie umiałeś się uśmiechnąć jak normalny nastolatek ?
-Ty wciąż o tym.Jak będziesz patrzyła w ten sposób to cały czas będziesz się mnie bać.Nie jestem straszny.Zaufaj.Zaufałaś mi ja się potkaliśmy na lotnisku ,a teraz nie potrafisz ?-Zatkało mnie,w sumie to miałeś rację ale nie do końca ale jednak po części tak.Zaufałam ci na lotnisku ,chociaż cię nie znałam ,zachowałam się typowa gówniara ,który widzi pierwszego lepszego czarującego chłopaka.Gdyby nie to bym tutaj nie była,nie byłabym uwięziona w jakimś ohydnie brudnym pomieszczeniu.
-Przestań się mnie bać,nic ci nie zrobię.-Mówiłeś kojącym głosem.-Jeżeli sama nie przestaniesz się mnie bać,będę ci w tym pomagać.-Po tych słowach znów dreszcz strachu mnie dopadł.To był tajemnicze słowa ,aż byt tajemnicze.Nie chciałam twojej pomocy,nie chciałam tutaj być,nie chciałam cię poznawać,nie chciałam przestawać się ciebie bać.Miałam dosyć tych niepokojących uczuć i zagrań.Chciałam tylko wrócić i żyć jak dawniej bez Ciebie.
-Stoi ?-Spytałeś.Nie,nie nic mi nie pasowało.W duchu modliłam się do Boga aby coś zrobił,uwolnił mnie.Nie wiedziałam co zrobić.Ulec mu ? Czy uciec ? Tylko nie zbyt miałam jak uciec bo byłeś blisko mnie.Twoje umięśnione ramiona mnie powstrzymywały od ucieczki.
-Mam jakiś inny wybór ? -Spytałam ,oczekując twojego sarkastycznego śmiechu,i też go dostałam.Po woli zaczynałam cię rozgryzać.Ale to nie są nawet kroki w postępowaniu tylko tip-topki.
-Skoro mamy żyć razem to nie zbyt.Całe życie nie możesz się mnie bać.-Całe życie ? Nie miałam najmniejszego zamiaru siedzieć tam nie wiadomo ile.Znajdą mnie.Wierzyłam ,że mnie znajdą,a Ciebie wsadzą za kartki.Zmieiłeś pozycje,położyłeś się obok mnie.Nie wiedziałam co ci chodzi.Zmarszczyłam brwi.Obserwowałam cię,zamknąłeś swoje powieki.Czyżbyś miał zamiar tutaj spać ? To była moja szansa.Poczekałam chwilę aż zaśniesz aby mogłam stąd uciec.Widziałam jak twoja klatka po woli opadła i podnosił się do góry.Miałeś spokojny oddech.Po cichu zeszłam z łóżka,abyś się nie obudził.Na palcach zaczęłam stawiać małe kroczki w stronę drzwi.Z każdym krokiem czułam co raz większy strach,co jeśli się nagle obudzisz ? Wpadniesz w furię i co mi zrobisz ? To był czarny obraz w mojej głowie,musiałam skupić się na bezpiecznym dotarciu do drzwi.Byłam w połowie drogi.Już niedaleko-powtarzałam sobie w głowie.Modliłam się przez cały czas.Chciało mi się nawet płakać ze strachu przed tobą,przed twoją reakcją bo co jeśli jednak mnie przyłapiesz na ucieczce ? To było za straszne.Dotarłam do drzwi,na szczęście były otwarte ,oszczędziłam dodatkowego strachu,bo one strasznie skrzypią.Przekroczyłam próg,poczułam małą ulgę,pewien krok za mną.Stałam na jakimś korytarzu.Było ciemno,ponieważ była to już jakaś późna pora.Nie wiedziałam gdzie jest włącznik światła.Szłam w ciemnościach.Obawiałam się ,że nagle jest jakaś przepaść lub schody i spadnę,obudzę cię i będzie koniec ze mną,z ucieczką.Zaczniesz stosować swoje brutalne metody aby dać mi nauczkę ,że mam więcej nie uciekać.Nagle poczułam jakieś ręce oplątujące moja talię.Przestraszyłam się.Moje ciało zaczęło się trząść,prawie dostałam zawału serca,nie wiedziałam czy mam płakać czy krzyczeć.
I jak ? Przepraszam ,że nie pisałam taki szmat czasu ale miałam problem z zalogowaniem się na bloga,już jest okej.Proszę o komentarze ,nawet jeśli wam to opowiadanie się nie podoba,walcie śmiało co myślicie.
niedziela, 29 września 2013
wtorek, 3 września 2013
Two
Otworzyłam powieki.Głowa mnie strasznie bolała.Promienie słoneczne
drażniły moje oczy.Byłam cała obolała jakbym przebiegła maraton.Wtedy
zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu.Nie wiedziałam gdzie
jestem.Nie rozpoznawałam tego miejsca.Chciałam podetrzeć się na łokciach
lecz nie miałam wystarczająco siły.Co mi zrobiłeś ? Prawą dłonią
zaczęłam sprawdzać czy jestem ubrana.Czułam szorstki materiał sięgający
do bioder.Zanurzyłam dłonią pod niego aby sprawdzić czy mam na sobie
biustonosz.Był na miejscu.Zjechałam niżej ,kolejny materiał,grubszy niż
poprzedni ,a wiec mam swoje szorty.Lecz jedno pytanie cały czas krążyło
mi po głowie.Co ja tutaj robię ? Gdzie jestem ? Nagle poczułam ucisk w
podbrzuszu.Dotknęłam tego miejsca.Lekko pomasowałam ,ból minął.Ostatnie
pytanie ,najgorsze jakie krążyło w moich myślach.Zgwałciłeś mnie ? Oblizałam usta ponieważ były bardzo zaschnięte.Moje gardło było spragnione wody.Wytrwale przełknęłam ślinę.Zamknęłam powieki,byłam zmęczona.Na prawdę nie mam pojęcia co mi zrobiłeś,co mi podałeś ale cokolwiek uczyniłeś ,zastanawiało mnie,czemu ja ? Czy zaplanowałeś to ? Otworzyłam powieki ,co było bardzo ciężkie,czułam jakby ważyły bynajmniej tonę.pomimo bólu całego ciała podparłam się na łokciach.Zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu w jakim byłam.Po lewej stronie była stary ,podarty,skórzany fotel.Wyglądał jakby stał nieużywany przez parę lat.Obok niego stał wielki regał z książkami,parę z nich leżało na drewnianej,spróchniałej podłodze.Generalnie panował tam bałagan.Na przykład jakieś stare szmaty walające się po kątach.Ściany nie były malowane to była tylko i wyłącznie zwykła cegłówka.Byłam tym bardzo zdziwiona.Po środku "pokoju" ,dywan,brudny,niby biały lecz szary od brudu.Po prawej okno,brudne jak wszystko tutaj.Łóżko na ,którym leżałam było aż ohydne,pościel zniszczona,podarta.(Byłeś aż tak leniwy żeby tam posprzątać ? Och niedobry ty.)Usłyszałam jakieś kroki.Podkuliłam nogi do klatki piersiowej jakby ta poza miała mnie ochronić przed całym złem na świecie,jakbym dzięki temu miała się czuć chroniona,bezpieczna.Zgrzyt poprzez otwierające się drzwi ,cholerny strach wywołał szybsze bicie mojego serca,szybciej krew płynąca w moich żyłach.To byłeś ty.Nie wiedziałam jak mam się przy tobie zachować.Porwałeś mnie ! A może nawet i więcej.Miałam ochotę się rozpłakać jak małe dziecko,bo właśnie tego w tedy potrzebowałam ,po prostu płaczu,tak też się stało.Uroniłam łzy i zaczęłam szlochać,schowałam twarz w kolana abyś tego nie widział ,dziwne co ? Zrobiłeś mi coś okropnego ,a ja jeszcze wstydzę się przy tobie się rozkleić.To jest aż absurdalne.
-Dlaczego płaczesz ?-Spytałeś.Czy ty w tym momencie byłeś poważny ?
-Uprowadziłeś mnie.-Wyszlochałam.
-Nie.-Wsadziłeś dłonie do kieszeni ,wystawały ci tylko kciuki (zawsze mnie to śmieszyło)-Ja ci tylko pomogłem wyrwać się z nienawidzonego przez ciebie samej świata.-Wtedy to było niedorzeczne,nie wiedziałam o co ci w ogóle chodziło.Na tamtejszą chwilę uważałam cię za potwora.
-Gówno prawda.-Syknęłam ze złością jak i przerażeniem.Moje myli były zakłopotane.Bałam się ciebie.To dziwne co ? Parę godzin temu z przyjemnością bym się z tobą umówiła ,lecz w tedy byłam pełna lęku i obawy przed tobą.Podszedłeś bliżej łóżka.Skuliłam się jeszcze bardziej o ile to było możliwe.Popatrzyłeś mi głęboko w oczy,były bardzo brązowe,prawie czarne.
-Nie bądź na mnie zła bo nie masz o co.-Żarty ?
-Jesteś nienormalny.-Serce biło mi jak szalone.Bałam się każdej chwili spędzonej z tobą.
-Powinnaś mi raczej podziękować.-Zatkało mnie.Czy jesteś psychicznie chory i chcesz coś mi zrobić ? Zacząłeś się śmiać.Nie wiem czy masz jakąś chorobę psychiczną ale na pewno wiem ,że jesteś przerażająco straszny.
-Do cholery uprowadziłeś mnie !-Krzyknęłam,nie chciałam tego bo bałam się twojej reakcji na podniesienie tonu.Cholera cię wiedziała jak zareagujesz.Na mój szok byłeś spokojny,zero reakcji ,a może tak właśnie zaczyna się twoja furia ?
-Wciąż nie wdzięczna.-Westchnąłeś.Byłam pewna ,że tak się zaczyna furia złości,zaraz wszystko będzie w powietrzu i z tej złości przywiążesz mnie do krzesła ,brutalnie zgwałcisz.-Uratowałem cię przed tym całym złem na świecie.Odrobina wdzięczności by wystarczyła.-Wciąż nie wiem czym się kierowałeś mówiąc te słowa ku mnie ale uwierz mi na słowo to nie było ani odrobinę przekonujące.
-Chcę wrócić.-To jedyne co chciałam i żądałam od ciebie.Nic więcej,tylko powrotu.
-Po co ? Żeby się zmarnować ? Żeby żyć w kłamstwie ? Żeby żyć bez żadnego szczęścia ?-Mówiłeś z odrobiną irytacji w głosie.Czy to będzie zbyt nudne i denerwujące ,jeśli napiszę ,że znów się bałam ? Może i tak ale nie śmiej się ! Tak się czułam.
-Chcę wrócić,to jedyne czego chcę.-Pociągnąłeś za swoje końcówki ciemno blond włosów i zacząłeś chodzić w kółko.Czyżbym miała rację co do furii ,której się tak obawiałam ? Uderzyłeś pięścią w starą,drewnianą szafę.Podskoczyłam ze strachu.
-Po cholerę !? Zmarnujesz się w tamtym świecie ! Zrozum to.Radze ci przyzwyczaić się do tutejszego klimatu bo nie ma mowy żebyś wracała.-Wyszedłeś trzaskając drzwiami,czyli zostałam uwięziona,właśnie przez ciebie.
I jak ?? Jest juz nowy ,torchę długo nie było ,za co przepraszam więcej tak nie będzie.Obiecuje :* xyz
-Dlaczego płaczesz ?-Spytałeś.Czy ty w tym momencie byłeś poważny ?
-Uprowadziłeś mnie.-Wyszlochałam.
-Nie.-Wsadziłeś dłonie do kieszeni ,wystawały ci tylko kciuki (zawsze mnie to śmieszyło)-Ja ci tylko pomogłem wyrwać się z nienawidzonego przez ciebie samej świata.-Wtedy to było niedorzeczne,nie wiedziałam o co ci w ogóle chodziło.Na tamtejszą chwilę uważałam cię za potwora.
-Gówno prawda.-Syknęłam ze złością jak i przerażeniem.Moje myli były zakłopotane.Bałam się ciebie.To dziwne co ? Parę godzin temu z przyjemnością bym się z tobą umówiła ,lecz w tedy byłam pełna lęku i obawy przed tobą.Podszedłeś bliżej łóżka.Skuliłam się jeszcze bardziej o ile to było możliwe.Popatrzyłeś mi głęboko w oczy,były bardzo brązowe,prawie czarne.
-Nie bądź na mnie zła bo nie masz o co.-Żarty ?
-Jesteś nienormalny.-Serce biło mi jak szalone.Bałam się każdej chwili spędzonej z tobą.
-Powinnaś mi raczej podziękować.-Zatkało mnie.Czy jesteś psychicznie chory i chcesz coś mi zrobić ? Zacząłeś się śmiać.Nie wiem czy masz jakąś chorobę psychiczną ale na pewno wiem ,że jesteś przerażająco straszny.
-Do cholery uprowadziłeś mnie !-Krzyknęłam,nie chciałam tego bo bałam się twojej reakcji na podniesienie tonu.Cholera cię wiedziała jak zareagujesz.Na mój szok byłeś spokojny,zero reakcji ,a może tak właśnie zaczyna się twoja furia ?
-Wciąż nie wdzięczna.-Westchnąłeś.Byłam pewna ,że tak się zaczyna furia złości,zaraz wszystko będzie w powietrzu i z tej złości przywiążesz mnie do krzesła ,brutalnie zgwałcisz.-Uratowałem cię przed tym całym złem na świecie.Odrobina wdzięczności by wystarczyła.-Wciąż nie wiem czym się kierowałeś mówiąc te słowa ku mnie ale uwierz mi na słowo to nie było ani odrobinę przekonujące.
-Chcę wrócić.-To jedyne co chciałam i żądałam od ciebie.Nic więcej,tylko powrotu.
-Po co ? Żeby się zmarnować ? Żeby żyć w kłamstwie ? Żeby żyć bez żadnego szczęścia ?-Mówiłeś z odrobiną irytacji w głosie.Czy to będzie zbyt nudne i denerwujące ,jeśli napiszę ,że znów się bałam ? Może i tak ale nie śmiej się ! Tak się czułam.
-Chcę wrócić,to jedyne czego chcę.-Pociągnąłeś za swoje końcówki ciemno blond włosów i zacząłeś chodzić w kółko.Czyżbym miała rację co do furii ,której się tak obawiałam ? Uderzyłeś pięścią w starą,drewnianą szafę.Podskoczyłam ze strachu.
-Po cholerę !? Zmarnujesz się w tamtym świecie ! Zrozum to.Radze ci przyzwyczaić się do tutejszego klimatu bo nie ma mowy żebyś wracała.-Wyszedłeś trzaskając drzwiami,czyli zostałam uwięziona,właśnie przez ciebie.
I jak ?? Jest juz nowy ,torchę długo nie było ,za co przepraszam więcej tak nie będzie.Obiecuje :* xyz
piątek, 16 sierpnia 2013
One
Siedziałam na czerwonej walizce oczekując moich rodziców.Tego dnia mieliśmy wyjechać na dwa miesiące do Europy.Nie chciałam tam jechać.New York to moje miasto,dość chaotyczne ale dawałam sobie z nim świetnie radę.Oczekując na rodzinę,rozglądałam się po lotnisku.Ludzie chaotycznie biegali aby tylko zdążyć.W prawej kieszeni moich spodni poczułam wibrację.To był mój telefon,rodzice dzwonili z wiadomością ,że mamy jeszcze dwie godziny do lotu.Wtedy zauważyłam kawiarenkę.Dałam im znać gdzie jestem jakby ich to obchodziło i ruszyłam w tamtym kierunku.W środku panował mrok.Ciemne ściany ,stoły ,krzesła.Światła były bardzo słabe ,na stołach duże waniliowe świeczki.Usiadłam przy pustym stole ,zamawiając orzechowe cappuccino.Chciałam coś sprawdzić na internecie ale nie miałam zasięgi.Uroki telefonu niby jest ale nie zawsze działa.Młody kelner ,trochę starszy ode mnie przyniósł mi zamówienie.Upiłam łyk gorącego napoju.
-Mogę się dosiąść ?-Usłyszałam męski głos.Uniosłam głowę do góry by spojrzeć kto do mnie mówi.To byłeś ty.Twoje duże,brązowe oczy przeszywające moje.Idealnie ułożone włosy.Malinowe usta,proszące się o pocałunek.
-Tak,nie ma sprawy.-Odparłam ośmielona twoim chłopięcym urokiem.Usiadłeś na przeciwko mnie ,wciąż wpatrując się w moje oczy.
-Jak masz na imię ?-Spytałeś totalnie nie owijając w bawełnę.Byłam nieco zaskoczona ,rzadko kiedy chłopacy są tak odważni w stosunku dopiero poznanych dziewczyn.
-Lucy ,a ty ?-Uniosłam brew ku górze oczekując twojej odpowiedzi.
-Justin.-Uśmiechnąłeś się w moją stronę.Od razu zauważyłam twój śliczny uśmiech.
-A więc Justin,co Cię tu sprowadza ?-To było głupie ,ale poprzez twój urok nie mogłam nic innego wymyślić.Co innego ludzie mogliby robić na lotnisku jak nie podróżować ? Skarciłam się w myślach ale to wszystko to była tylko i wyłącznie twoja wina.
-Przyleciałem do New Yorku załatwić parę spraw,czekam na samolot i wracam do domu,a ty ?-Spojrzałeś głęboko w moje oczy.Przez chwilę zaniemówiłam ,ponieważ twoje oczy były hipnotyzujące.Chrząknęłam aby ogarnąć swoje myśli.Oblizałam swoje wargi.
-Wyjeżdżam z rodzicami do Europy.-Odgarnęłam spadający kosmyk włosów za ucho.
-Chcesz tam jechać ?-Dopytywałeś szczegółów.W tedy nie wydawało mi się to ani trochę dziwne.
-Nie koniecznie.-Odparłam z grymasem na twarzy ,na co się zaśmiałeś.Widocznie musiało to wyglądać prze komicznie.Przeprosiłam cię na chwilkę ponieważ chciałam poprawić makijaż.W łazience uwinęłam się dość szybko,nie wiem dlaczego ale ciągnęło mnie do ciebie.To było aż przerażające ale prawdziwe.Wróciłam do stolika,oczywiście przywitałeś mnie jednym z twoich uroczych uśmiechów.Dopiłam do końca swojego napoju.
-Dlaczego nie chcesz z nimi jechać ?-Ciągle się dopytywałeś.Nie rozumiem dlaczego nic w tedy nie zauważyłam,aż tak mnie uwiodłeś spojrzeniem jak i uśmiechem.Pewnie musiałeś dużo trenować przed lustrem.
-A ty byś chciał na dwa miesiące wyjechać z rodzicami ,zostawiając przyjaciół ?
-Zależy.-Była to bardzo tajemnicza odpowiedź ale urzekło mnie to ,bo od samego początku byłeś otwarty ale zarazem tajemniczy,imponujące.
-Zależy od czego ?-Zmarszczyłam brwi.
-Od przyjaciół,rodziców,zależy jacy są.
-Normalni.-Wzruszyłam ramionami.Próbowałam cię rozgryźć lecz byłeś zbyt skryty w sobie.
-Nie ma ludzi normalnych.Są zboczeńce,pedofile,psychole,zwariowani,zbyt zajęci pracą aby dostrzec piękno.-Zamurowało mnie.Chłop tak w młodym wieku zna się na rzeczy.Widać było ,że jesteś inteligentny.
-Masz rację.-Przytaknęłam jak pies posłuszny swojemu panu.Czy to tak właśnie wyglądało ?Zaczęła boleć mnie głowa.
-Ile masz lat ?-Kolejne bardzo prywatne pytanie oczekujące odpowiedzi.Patrząc wstecz czuje się jak idiotka.Do tej pory nie wierzę ,ze dałam ie tobie omotać i odpowiadać na wszystkie pytania.Dlaczego i zaufałam ? Przecież byłeś dla mnie obcy.
-Siedemnaście,ty ?-Zaczęłam masować lewą skroń ,może to mi pomoże prze zwyciężyć ból.Normalni ludzie brali by tabletkę lecz ja byłam temu przeciwna.Wolałam trochę pocierpieć niż faszerować się lekami.
-Dziewiętnaście.-Odparłeś bez żadnego entuzjazmu.Aby wykryć w tobie jakiekolwiek emocje trzeba być mistrzem.
-Jesteś całkiem miły jak na obcą mi osobę.-Odparłam.Obraz zaczynał mi się rozmazywać przed oczami.Mrugałam kilka razy ale to nic nie pomagało.
-Dziękuję,ty również.-Zrobiłam się słaba,jakbym miała zaraz zemdleć.Ból głowy jeszcze bardziej się nasilił.Nie wiedziałam co się dzieje.Od czego to może być ? Strasznie chciało mi się spać ,a to dziwne przy takim ucisku w głowie.Nigdy czegoś takiego nie miałam.Zapewne wpadłabym w panikę lecz nie mam na to siły.Mój organizm próbował walczyć.Oddech stawał się co raz cięższy,aż to był wielki wysiłek aby wziąć oddech i go wypuścić.Oczy powoli same mi się zamykały.Próbowałam je mieć otwarte za wszelką cenę ale nie dawałam rady.Zamknęły się,nie widziałam nic ani nie słyszałam po prostu odpłynęłam.
I jak ?? Podoba Wam się pierwszy rozdział ? Proszę o wyrażenie opinii w komentarzu,Ja wiem ,że się nie chce ale w tedy wiem co wy sądzicie o moim pisaniu. Proszę ,z góry dziękuję i do następnego
-Mogę się dosiąść ?-Usłyszałam męski głos.Uniosłam głowę do góry by spojrzeć kto do mnie mówi.To byłeś ty.Twoje duże,brązowe oczy przeszywające moje.Idealnie ułożone włosy.Malinowe usta,proszące się o pocałunek.
-Tak,nie ma sprawy.-Odparłam ośmielona twoim chłopięcym urokiem.Usiadłeś na przeciwko mnie ,wciąż wpatrując się w moje oczy.
-Jak masz na imię ?-Spytałeś totalnie nie owijając w bawełnę.Byłam nieco zaskoczona ,rzadko kiedy chłopacy są tak odważni w stosunku dopiero poznanych dziewczyn.
-Lucy ,a ty ?-Uniosłam brew ku górze oczekując twojej odpowiedzi.
-Justin.-Uśmiechnąłeś się w moją stronę.Od razu zauważyłam twój śliczny uśmiech.
-A więc Justin,co Cię tu sprowadza ?-To było głupie ,ale poprzez twój urok nie mogłam nic innego wymyślić.Co innego ludzie mogliby robić na lotnisku jak nie podróżować ? Skarciłam się w myślach ale to wszystko to była tylko i wyłącznie twoja wina.
-Przyleciałem do New Yorku załatwić parę spraw,czekam na samolot i wracam do domu,a ty ?-Spojrzałeś głęboko w moje oczy.Przez chwilę zaniemówiłam ,ponieważ twoje oczy były hipnotyzujące.Chrząknęłam aby ogarnąć swoje myśli.Oblizałam swoje wargi.
-Wyjeżdżam z rodzicami do Europy.-Odgarnęłam spadający kosmyk włosów za ucho.
-Chcesz tam jechać ?-Dopytywałeś szczegółów.W tedy nie wydawało mi się to ani trochę dziwne.
-Nie koniecznie.-Odparłam z grymasem na twarzy ,na co się zaśmiałeś.Widocznie musiało to wyglądać prze komicznie.Przeprosiłam cię na chwilkę ponieważ chciałam poprawić makijaż.W łazience uwinęłam się dość szybko,nie wiem dlaczego ale ciągnęło mnie do ciebie.To było aż przerażające ale prawdziwe.Wróciłam do stolika,oczywiście przywitałeś mnie jednym z twoich uroczych uśmiechów.Dopiłam do końca swojego napoju.
-Dlaczego nie chcesz z nimi jechać ?-Ciągle się dopytywałeś.Nie rozumiem dlaczego nic w tedy nie zauważyłam,aż tak mnie uwiodłeś spojrzeniem jak i uśmiechem.Pewnie musiałeś dużo trenować przed lustrem.
-A ty byś chciał na dwa miesiące wyjechać z rodzicami ,zostawiając przyjaciół ?
-Zależy.-Była to bardzo tajemnicza odpowiedź ale urzekło mnie to ,bo od samego początku byłeś otwarty ale zarazem tajemniczy,imponujące.
-Zależy od czego ?-Zmarszczyłam brwi.
-Od przyjaciół,rodziców,zależy jacy są.
-Normalni.-Wzruszyłam ramionami.Próbowałam cię rozgryźć lecz byłeś zbyt skryty w sobie.
-Nie ma ludzi normalnych.Są zboczeńce,pedofile,psychole,zwariowani,zbyt zajęci pracą aby dostrzec piękno.-Zamurowało mnie.Chłop tak w młodym wieku zna się na rzeczy.Widać było ,że jesteś inteligentny.
-Masz rację.-Przytaknęłam jak pies posłuszny swojemu panu.Czy to tak właśnie wyglądało ?Zaczęła boleć mnie głowa.
-Ile masz lat ?-Kolejne bardzo prywatne pytanie oczekujące odpowiedzi.Patrząc wstecz czuje się jak idiotka.Do tej pory nie wierzę ,ze dałam ie tobie omotać i odpowiadać na wszystkie pytania.Dlaczego i zaufałam ? Przecież byłeś dla mnie obcy.
-Siedemnaście,ty ?-Zaczęłam masować lewą skroń ,może to mi pomoże prze zwyciężyć ból.Normalni ludzie brali by tabletkę lecz ja byłam temu przeciwna.Wolałam trochę pocierpieć niż faszerować się lekami.
-Dziewiętnaście.-Odparłeś bez żadnego entuzjazmu.Aby wykryć w tobie jakiekolwiek emocje trzeba być mistrzem.
-Jesteś całkiem miły jak na obcą mi osobę.-Odparłam.Obraz zaczynał mi się rozmazywać przed oczami.Mrugałam kilka razy ale to nic nie pomagało.
-Dziękuję,ty również.-Zrobiłam się słaba,jakbym miała zaraz zemdleć.Ból głowy jeszcze bardziej się nasilił.Nie wiedziałam co się dzieje.Od czego to może być ? Strasznie chciało mi się spać ,a to dziwne przy takim ucisku w głowie.Nigdy czegoś takiego nie miałam.Zapewne wpadłabym w panikę lecz nie mam na to siły.Mój organizm próbował walczyć.Oddech stawał się co raz cięższy,aż to był wielki wysiłek aby wziąć oddech i go wypuścić.Oczy powoli same mi się zamykały.Próbowałam je mieć otwarte za wszelką cenę ale nie dawałam rady.Zamknęły się,nie widziałam nic ani nie słyszałam po prostu odpłynęłam.
I jak ?? Podoba Wam się pierwszy rozdział ? Proszę o wyrażenie opinii w komentarzu,Ja wiem ,że się nie chce ale w tedy wiem co wy sądzicie o moim pisaniu. Proszę ,z góry dziękuję i do następnego
środa, 14 sierpnia 2013
Prolog
Trochę inny prolog.To wyryty kawałek tej historii jeśli cię zaciekawi czekaj na pierwsze rozdziały :)
Otworzyłam powieki.Głowa mnie strasznie bolała.Promienie słoneczne drażniły moje oczy.Byłam cała obolała jakbym przebiegła maraton.Wtedy zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu.Nie wiedziałam gdzie jestem.Nie rozpoznawałam tego miejsca.Chciałam podetrzeć się na łokciach lecz nie miałam wystarczająco siły.Co mi zrobiłeś ? Prawą dłonią zaczęłam sprawdzać czy jestem ubrana.Czułam szorstki materiał sięgający do bioder.Zanurzyłam dłonią pod niego aby sprawdzić czy mam na sobie biustonosz.Był na miejscu.Zjechałam niżej ,kolejny materiał,grubszy niż poprzedni ,a wiec mam swoje szorty.Lecz jedno pytanie cały czas krążyło mi po głowie.Co ja tutaj robię ? Gdzie jestem ? Nagle poczułam ucisk w podbrzuszu.Dotknęłam tego miejsca.Lekko pomasowałam ,ból minął.Ostatnie pytanie ,najgorsze jakie krążyło w moich myślach.Zgwałciłeś mnie ?
I jak się podoba prolog ? Jest inny niż zazwyczaj prologi wyglądają ,ale takie tez będzie opowiadanie.Bardzo prosze o komentarze czy w ogóle wam się podoba
I jak się podoba prolog ? Jest inny niż zazwyczaj prologi wyglądają ,ale takie tez będzie opowiadanie.Bardzo prosze o komentarze czy w ogóle wam się podoba
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)